A LUBIĄ JESZCZE POWIKŁANĄ ZGRAJĄ…

A lubią jeszcze powikłaną zgrają 

Spłoszyć się nagle o samej północy
Albo udawać, że tylko udają
Uległość niebu i hołd swej niemocy…
I lubią patrzeć wskroś nieba opary
I nie znajdować błękitnej przyczyny
Narodzin, którym słoneczne zegary
Nie dały jednej, śmiertelnej godziny.
Lubią się jeszcze skarżyć, nie żalić
na kwiatów wonność, na słońca uduszność,
I na ten ogień, co nie chce ich spalić,
I na istnienia całego niesłuszność!
A potem na wznak kłaść się na niebiosy,
splatać ramiona i rozplatać włosy
(B.Leśmian)

Bo historia lubi się powtarzać

2002.07.07 – SŁOWO

zaklinanie deszczu
aby przyniósł
Twój zapach
mokra trawa
zabiera to co było
niewspomnienie
niedotyku
niezimna
nieust
2002.07.07 – II
problem z zakodowaniem w głowie świadomości
2002.07.07 – III
 zapach łez
zdecydowanie przysłania
zimne oddechy
przechodniów
2002.07.07 – SEN
kolejny raz
zataczanie łuków w powietrzu
wypatrywanie skrzydeł za oknem
szmer niewypowiedzianych pytań
zaklęte dźwięki
2002.10.10 – KROKI
gdy głośno rozmyślać
nad sensem w ogóle
niebo patrzy na nas
bez wyrazu nawet
nie mając pojęcia
że właśnie poddajemy w wątpliwość
jego szarość nie-zgłębioną
delektujemy się chwilą
która nie trwa
lecz tworzy milczenie
szelest ołówka
jest przegłośny
jak na tęnocną porę ciszy
a w moich myślach
Twoje kroki