spadam

znowu

postawiono mnie

na bardzo cienkiej
granicy
jeden upadek
może kosztować 
więcej
niż będę w stanie znieść
przerosło mnie
chyba spadam
chyba nie ma mnie kto złapać

czasem

a

czasem 
jestem 
taka
mała
mała 
i zagubiona
w jej spojrzeniu
dlaczego wszystko jest tak proste, jest tak proste, póki nie przytrafi się tobie?

po. podpowiedz mi.

noco.dzień.
pomieszania.
z poplątaniem.
sprzecznych wrażeń.
pragnień, marzeń.
i got tired, tired, tired.
Pure intention juxtaposed will set two lovers souls in motion
Disintegrating as it goes testing our communication
The light that fueled our fire then has burned a hole between us
So we cannot seem to reach an end crippling our communication
i know the pieces fit. 
tylko co z tego?
czy to sprawia, że? 
nic to nie sprawia.
nie mam już sił.
mogę tylko obserwować.
nie wiem, co robić.
nie wiem, co myśleć.
wywieszam białą flagę.
poddaję się.

czy wiersz może nie być kobietą

Ileż to jeszcze stronic niezmazanych krwią głodną!
Lecz ten, co stał się, mnie jedząc,
 
Wiersz rankiem napisany, nakarmiony nocą,
Czyż może nie być kobietą?
 
(R.Wojaczek)

i wanna pull my brain stem out and unplug myself

’cause i’m tired.
real tired.

i’m tired.


don’t like to think too much

it makes me think too much

it keeps my mind on my mind

don’t want to see too much

it makes me see too much

sometimes i’d rather be blind

all the things that they’re saying and doing

when they pass me by just fills me up with noise

it overloads me

i wanna disconnect myself

pull my brain stem out and unplug myself

i want nothing right now

okno II

Gwiazda przeciekła do stóp I tak muszę iść
twarz pali a podbrzusze jak otwarte okno

Kiedy śpisz wiesz o czym ja myślę

Lecz czy śpiącą można zbudzić grzecznie


(Wojaczek)

ona

zatopiona w rozmyślaniach
słyszy moje serce
widzi moje pragnienia
i uprawia je, pielęgnuje
czuje ich rosnące myśli
a ja
niczemu nieświadoma
płynę sobie po cichu
w tej muzyce
marzę
myślę
przystaję*
widzę
czuję
słyszę
duszą
ustami
dotykiem
zapach
obraz
skóra
oczy 
powieki
smak jej myśli
gubię się
żeby odnaleźć się 
na nowo
wciąż na nowo 
odradzam się
w jej uśmiechu
harmonia
harmonii mi trzeba
dźwięków ciszy
między nami
(* mickiewiczowskie ‚przystawam’ nie zyskało popularności)

zmięte-wymięte

w mojej zmęczonej,
znękanej samotnością pościeli
roi mi się
w miękkim świetle
lustrzanie,
ciepło-czule,
bezpiecznie 
mnie 
otulający zapach.
nie mogę zignorować neonu w głowie.
pulsuje małymi żarówkami.
krzyczy. zbyt głośno.
roi mi się, 
a ja spać nie mogę.

nie czytaj tego

poplątanie.

prze-gadanie.
boję się, 
bo przeanalizowane
mają w zwyczaju
zanikać
plątać się
gubić.
te trzymają
wprawdzie
dość mocno,
walczą 
ze zbyt skomplikowaną głową.
ale 
obawiam się
obawiam
dlaczego nie
w odpowiedniej kolejności
bez skrajności
bez niepewności
bez zalęknienia
czasem myślę, że to wszystko jest tylko wymysłem mojej chorej duszy. że tak naprawdę emocje nie mogą istnieć w tym świecie, że miłość to tylko zbiorowa halucynacja, której poddajemy się namiętnie, bo ciężko nam uwierzyć, że takie dobro może być tylko ułudą. 
ale z drugiej strony przecież wciąż mam serce. silne, walczące, intensywne. i ono mi mówi, że wie, czego chce, że jeśli ma być ono tylko wytworem zbiorowej choroby psychicznej, to wszyscy jesteśmy nienormalni. nie wiem. 
nie wiem, nie rozumiem, gubię się w tym labiryncie. i nie potrafię przestać komplikować, psuć, spieszyć się. 
może ja już się nie nadaję? może już zbyt wiele się wydarzyło? 
może to, że moje serce, moja dusza wciąż działają nie wystarcza, bo głowa już zgorzkniała, przyzwyczajona do rozczarowań, zmuszona do wypierania serca? 
całą sobą z nią walczę, a ona zawsze zwycięża. i próbuje zakrzyczeć, zalać czarnymi wizjami pulsujące w mojej duszy neony. 
nie wiem. chyba nie rozumiem już nic. 
jestem rozdwojona. zwiespalt hat mein wesen gekennzeichnet. 
bo przecież i tak zapełniam zeszyty romantycznymi wierszami.