in the ocean of music we move with the flow

wielkie, pozytywne przesilenie

siła, siła, czysta moc, uśmiech,
dobre myśli, dobre słowa, dobre serca
piwa w parku, dobre rozmowy.
na uszach czysty dźwięk, opatula moją duszę ciepłym brzmieniem,
chroni, chowa, uśmiecha.
obrastam w siłę, bronię się, nie złoszczę się, nie złoszczę się.

i ten uśmiech posyłany w moim środku do niej.
potęga umysłu, duszy, serca wciąz mnie zaskakuje.
ludzie są piękni. dusza ma moc. skrzydła rosną.
niech się dzieje, co chce. 
bo i tak będzie dobrze, będzie dobrze,
damy radę.
now my instinct is guiding my way 
it’s true what they say,
the world is your chance to create

recycle me

bo ja jestem z odzysku

w wielu kwestiach, znaczeniach,
w sensach-bezsensach
tak? tak.

i ain’t here to disappoint you, girl…

trzy lata. rocznica. 
smutna, bolesna. 
czy żałuję? nie wiem.
restart. drastycznie. 
nowy początek, więc dobre w tym się kryje chyba,
ale niestety to także wspomnienie tamtych uczuć.
.

a dziś, trzy lata później, burza. 
burza za oknem.
burza w moim sercu.
przecież deszcz mnie podnieca,
więc czemu? teraz ta burza, ten deszcz… boli.

bo ja już nie wiem sama.
zgubiłam się w moich uczuciach.

zgubiłam się.

could it be silent? could silence protect us?
could silence be silence? could silence protect us?
trying to protect you even more…
but…can you explain what will make me safe, me safe?

i ain’t here to disappoint you, girl.

zgubiłam się. siebie.
już nie wiem, co jest prawdziwe.
boję się, że to pęknie. jak bańka mydlana.
a ja zostanę z niczym. 
w co wierzyć?

nie wiem, kim jestem.
mam 25 lat i nie wiem, kim jestem.
to żałosne.

what’s real? tell me. 
a mój masochizm mnie zadziwia.

odcienie. do Ciebie.

czuję


i saw two shooting stars last night
i wished on them
but they were only satallites
is it wrong to wish on space hardware?

(i Twoje oczy

rozwarte szeroko rozstaniem

oddalają się i serce za nimi podąża

oglądając się raz po raz za siebie

oglądając się za siebie)

.

when i close my eyes
all i see are visions of you
and when i open my eyes
your absence pulls me down
and i try to but i can’t
shake myself loose

i can’t command my brain
all i do is shrink and think of one thing
i am sitting alone beside me
i’m digging a hole inside myself
all i want is world i think i found
when i look into your eyes
all i know is that i am tired
of the world around me

huśtam się

neurotisch-emotionales wesen. 
und dazu noch peinlich denkfaul. 
wiem-nie wiem 
chcę-nie chcę 
rozumiem-nie rozumiem 
czuję-nie czuję 
bujam się, miotam, nic nie wiem, nie pojmuję siebie, 
nie wiem, czego chcę, co robić-zrobić, w co wierzyć-uwierzyć. 
jak nieświadome dziecko we mgle poruszam się tu, 
między wami-nami-nimi, 
po omacku, ślepe tapp-tapp 
i z rozpędu głową w futrynę w nagrodę. 
izu, ratuj! 
-uratuj się sama. zaopiekuj, schowaj we własnym uścisku. 
tylko że moje ciepło mnie nie (o)grzeje. 
-pogłaszcz, pocałuj, ukryj, powiedz, że bezpiecznie, 
że nic nie musisz, że nie trzeba wiedzieć/planować, 
że masz jeszcze czas, jesteś przecież dzieciakiem. 
im ernst: niech mnie ktoś kopnie. 
gęś zielona być może. 
w głowę kopcie mnie, 
może dorosłe klepki wskoczą na swoje miejsca. 
dorosłość jak początek umierania. 

już przestań, 
wyłącz się, 
zamknij, 
zaśnij, 
zniknij. 
(znowu niezasypialna. myśli w umyśle dryfują niczym statki
(tylko, że to są ciężkie parostatki z zardzewiałej blachy, 
zalegające na przegniłym dnie, 
a nie lekkie, zwiewne, piękne żaglówki, 
ślizgające sie po tchnących świeżością falach) 
(czasem mam wrażenie, że nigdy się całkowicie nie uwolnię, 
to jest częścią mnie, tkwi pod skórą, 
wyłazi w najmniej oczekiwanym momencie, 
by odebrać wiarę w, zastraszyć i zdeptać) 
(o, ironio… 
osobowości… 
przezabawne, doprawdy)

kryzys(owo)

kph i różne rozwinięcia tego skrótu ;)


ambiwalencja-encja-encja-encja

(nowosłów pana z włosami i psem: ‚homoemocjonalność’)

niepokojące zestawienie żenujących ograniczeniem i uprzedzeniami podręczników. i histeryczny śmiech na widok mojego ulubionego fragmentu:
Autorzy podręcznika piszą, że udowodnione jest, iż homoseksualiści posiadają od kilkuset do kilku tysięcy partnerów seksualnych w ciągu życia, wielu z nich uprawia seks z kilkudziesięcioma partnerami w ciągu jednego dnia.” (Grabowscy M., W.: Zanim wybierzesz. Przygotowanie do życia w rodzinie. 1998) 
to tak co piętnaście minut od nowa? nieźle, nieźle. 

Udowodnione jest, wiadomym jest, na podstawie badań - prześmieszne. 
ale brak informacji, skąd tak kosmiczne założenia autorzy sobie w swoich chorych głowach wysnuli
tylko niestety większości uczniów/studentów przypisy nie są potrzebne, wystarczy taki pusty tekst i wierzą, że to naukowo udowodnione, bo przecież udowodnionym jest... i po takiej edukacji mój kolega – inteligentny, wrażliwy socjolog (!) mówi o niemoralności, o zboczeniu, dewiacji, pedofilii, o niemalże nazistowskich metodach leczenia, o niby przeprowadzanych badaniach, o tym, że to nie moja wina, że jestem chora. i to początkowe wsparcie mnie w mojej ciężkiej chorobie, poklepywanie, zapytania o to, jak się dziś czuję (wiesz stary, miałam dzisiaj rano ciężkie bóle homoseksualne, ale wzięłam tabletkę i mi przeszło) zakładanie, że Ty jesteś w porządku, ale ONI… 

dzisiaj zrobiło mi się niedobrze, jak o tym pomyślałam, gdy przypomniałam sobie te sytuacje. 
fizycznie, prawdziwie niedobrze. 

najpierw z oburzenia. później ze strachu, poczucia krzywdy, niemocy. 
bo nie ma takich argumentów, którymi możnaby dotrzeć… 
a nawet gdyby były, to ja nie jestem w stanie jeszcze o to walczyć, machać nimi komuś przed nosem. bo takie wypowiedzi wzbudzają we mnie teraz jedynie agresję, krzywdzą. zbyt silna, emocjonalna reakcja obronna na kopanie mnie po moim sercu. jeszcze nie poukładałam tego chyba.

w pierwszej chwili te fragmenty podręczników są wielce zabawne. 
można się pośmiać mocno.
tylko później to zaczyna przerażać.
to są współczesne teksty. 
naukowe. 
rzekomo obiektywne. 
kształtujące poglądy bardzo młodych istot.
czy ktoś mi może powiedzieć, jak to w ogóle jest możliwe? 
bo ja nie rozumiem.

robi mi się zimno, gdy o tym myślę.
źle.
 
nie ogarniam i przytłacza mnie to mocno.
jeszcze wiele trzeba przepracować.
bo droga długa jest i nie wiadomo, czy ma kres…

rozpieprzyło mnie to wszystko.
i jeszcze to paskudne 25…
a ja nic, nic, nic
nie wiem, nie mam, nie umiem, nie rozumiem, nie potrafię
żadnych planów, żadnych wizji, wieczny dzieciak, strach i odkładanie na później


ale nic to, 
słońce jest 
i wiatr i serce, 
więc warto.

50 minut drogi. irr.sinn.

za dużo myśli

więc myślę w bezmyśli
nie oswojony dzikot czasem ze mnie-we mnie spogląda
i zapomina-zapominam siebie
dlatego muzyka, stukot tramwajów, wiolonczela
przesuwające się za oknem obrazy, ulice, przystanki, 
okna, życia, twarze, niewidzące spojrzenia i kroki
wszystkie w swoich światach, w swoich sprawach
zamknięte na pogubione klucze
znajdują mnie, znajduję siebie
chyba lubię anonimowość tego miasta, 
która pojawia się właśnie wtedy, gdy to potrzebne
dystans, dystans, z każdym stukotem dalej i bliżej,
powrót do, dotarcie do siebie, do własnego poczucia-uczucia 
mnie, kota, smoka, potargotka, małej-starej dziewczynki, 
zielonych skrzydeł
spokój w głowie i tylko te obrazy, te dźwięki
na nich ulatuję, nad nimi
hałas w ciszy, stukot, te ulice
układają mnie
przypominają mi
mnie
(a żółte karteczki uśmiechają bardzo bardzo mocno)