nie przebijesz się.

bardzo frustruje ta całkowita bezsilność
gdy każde słowo trafia na mur.
skąd ta pewność?
nigdy
nie
wiesz
co 
się
wydarzy.

malutkie…

a czasami

wystarczy jedno spojrzenie

i wszystko wiem.
i nie trzeba nic mówić.
.

M.

Mam wrażenie, że śnię. Albo że straciłam wczoraj ze zmęczenia
przytomność i wpadłam w stan śmierci klinicznej, godzinami
próbowali mnie resuscytować, przez co wylądowałam w dziwnych
miejscach, w jakimś magicznym, niemożliwym świecie – długie
stanie w małym deszczu, naprzeciwko ładnej kamieniczki, puste
pomieszczenia w pubie, niezwykły soundtrack do wydarzeń, czerwone
futerkowe obicie kanapy…. to się nie mogło dziać. Musiałam śnić.
Takie rzeczy się przecież nie dzieją.
Okazuje się, co przeczuwałam już od kilku dni, że ja jestem
mistrzem oszukiwania samej siebie. Potrafię sobie wszystko
wmówić, uwierzyć sobie w cokolwiek, w co tylko uwierzyć muszę. I
jestem doskonała w ukrywaniu przed sobą. Tak samo przecież było
z tym, czego naprawdę chcę. Z kobietami. Sama nie wiedziałam, że
coś przed sobą kryję. a Ona… cały czas była. Cały czas jest w moim sercu. Moje
uczucia, podstawa mojego uczucia się nie zmieniła. Po prostu
schowała się w betonowym schronie, ukryłam ją głęboko, głęboko w
duszy, poza zasięgiem mojego wzroku. żeby przetrwać. Ale była.
Jest. Wciąż. (…) 
I
jest, jest…. a ja się boję, że zaraz ktoś mnie obudzi.

Wielka magia. I jakoś tak… inaczej. (…) I ciepło
inne. Większe. Pewniejsze. Spróbuj(e)my. Na spokojnie. Pięknie.
Nie mogę uwierzyć ciągle, że to ją trzymałam wczoraj w
ramionach, że to była ona, moja mała M. Moje
słońce. Moje serce. Nie wierzę, że ona tam była, że ona czuła to
samo, ze obie umierałyśmy ze strachu… i ta magia. Powolutku
uczę się, że mi wolno.
Że wolno mi (po)myśleć o niej, że wolno mi…

Nie wierzę, że to się dzieje.
Wszystko, czego pragnęłam.

Jutro mija równo rok od pierwszej randki.