smuteczek i inne zdrobnionka

kolanko, choróbka, kaszelek, ząbeczki oraz uzależnionko

po drugiej stronie równanka mamy:

smuteczek wcale nie malutki.

 

.bo demotywującej pracy nie da się umalucznić.

dawno nie napisałam poematu

***

Marzec

Za oknem świat w mleku.
Kot wyje
Maria charczy.
Jak żyć, człowieku?

***
haiku o poranku:

biały kot jest w
marcu – boli mnie mój brzuch
palec cięty broczy

***

Kapie z nieba biały marzec.
Parapety w banku ciekną.

***

i don’t feel like talking today

już naprawdę dawno temu.
to. mnie. złamało.
w sposób, 
który przekroczył moje pojmowanie.
przekroczył mój oddech.
(oddech: przy siódmym kilometrze 
świsty znów. niedobrze.)
mam wrażenie, że 
jestem swoim cieniem.
wygaszeniem osobowości.
cieniem swojego intelektu.
słowa giną w moich ustach,
nagle brakuje nazw, imion, pojęć,
gubią się w niewypowiedzianym.
nie umiem mówić, rozmawiać.
myśli upraszczają się 
do absolutnego minimum.
to mnie złamało.
a później. sprawiło,
że przestałam chcieć,
przestałam widzieć możliwość.
nie wiem już,
czego chcę.
nie wiem, co czuję.
ale wciąż wiem, czego nie chcę.
(a dziś byłam o krok. 
o krok od tego, 
co mimo, że przemyślane,
pozostaje dogłębnie 
nie-przemyślane.
bo nie myśl. bo nie. 
bo nie można.
a jednak.)
teraz to ja już nawet tego 
nie jestem pewna.
oddychaj.
oddychaj ze świstem.
oddychaj z tym gwizdkiem w o!skrzelach.
oddychaj, nie zapominaj oddychać.
czy mój mózg do mnie wróci?
bo ja nie umiem. mówić. myśleć.
bo zapominam słowa. 
bo jestem nie-sobą.
bo czuję się
wspomnieniem siebie.

pełnia człowieczeństwa wiele kosztuje mnie

od jakiegoś czasu nie lubię świąt.

wtedy mocniej czuję niekompletność, nieprawdziwość mojej rodziny.
boleśniej czuję braki i urazy dzieciństwa.
znowu jestem małym dzieckiem, które czuje się obco.
podwójnie porzuconym,
w ciągłej tęsknocie.
i nie-rodzinności.
i do tego ta zbyt dokładna świadomość jej uczuć,
tak paraliżująca, że nie jestem w stanie nic zmienić.
urazy siedzą we mnie zbyt głęboko, bym potrafiła.
próbuję, ale nie daję rady.
to chyba jeszcze nie ten czas.
nie czuję się częścią Rodziny.
bo tutaj każdy jest osobno.
jestem ja, sama, oddzielna, zawsze potrzebująca, ale zbyt zraniona, by brać.
ona, która sama nie wie, kim jest, zagubiona w sobie, w poczuciu klęski.
tak zagubiona i niezrównoważona, że mnie to przeraża.
i on, gdzieś, daleko, samotny i chyba najbardziej z(a)gubiony z całej naszej trójki.
w ucieczce na koniec naszego świata, w nadziei, że im dalej, tym łatwiej będzie się znaleźć.
może nikt mu nie powiedział, że dom nosi w sobie?
z tego zagubienia kryje się w dali, żeby nie pokazać słabości,
żeby ukryć przed wszystkimi, że w jego oczach ‚powinien’ już tak wiele.
bo czwartego nigdy nie było.
była tylko ukrywana, wrodzona miłość i potrzeba.
zawiedziona jego rozczarowaniem i obojętnością.
od kiedy to dziecko musi walczyć o ?
ten świat stoi na głowie.
ja jestem poza. już od paru lat. od paru słów. od paru chwil.
niektóre błędy rodziców są nie do zapomnienia.
.
obrastam w siłę, bronię się.
a że tylko tak się dało…
to dla mnie nie jest proste.